niedziela, 7 września 2014

#15

Dzień siódmy.
0/0
Plus jazda na rowerze. 






To już tydzień GALAXY DIET. Szczerze to nie myślałam, że wytrzymam kilka dni a co dopiero tydzień.

To była dobrze podjęta decyzja, żeby w końcu wziąść się w garść.
Od wtorku jest we mnie jeszcze więcej siły i motywacji.
Można powiedzieć, że odnalazłam w sobie zagubioną chęć do walki.
Wszędzie dzisiaj czychały na mnie jakieś pokusy od coli, lodów po ciastka.
Na szczęście nic nie przeszkodziło mojej zaplanowanej głodówce.
Padło pytanie w komentarzu co dalej po skończeniu Galaxy Diet.
Hmm poszukam coś innego lub znów zacznę tą tylko troszkę ją zmienie.


Przepraszam, że dziś taki krótki post, ale mam okropną pustkę w głowie i nie wiem co mam napisać.







Dodaję post wcześniej, ponieważ dzisiaj wybieram się na koncert Kombi.
Grają niedaleko mnie więc skorzystam z okazji.



"Mimo wszystko warto wierzyć, że to co najpiękniejsze dopiero przed nami..."




sobota, 6 września 2014

#14

Dzień szósty.
Jabłko.
70/300
Plus skorzystałam z pięknej pogody i pojechałam na przejażdzkę rowerową.



Co do mojej wagi to ważę 66,5 kg przy wzroście 172cm.
Dąże do wagi w granicach 50-52 kg.








Upiekłam dzisiaj moje "kiedyś" ulubione ciasteczka.
Jestem zadowolona, ponieważ nie złamałam się i nie zjadłam ani jednego.
Zabiorę je w poniedziałek do szkoły i poczęstuje znajomych.







Myślałam, że przy takich bilansach nie będę miała siły i będę bardzo zmęczona.
Na szczęście tak nie jest.
Może nie mam strasznie dużo siły fizycznej, ale nie jest najgorzej.
Za to mam jakdyby więcej siły psychicznej.
Jest to jakis krok, żeby zacząć kolejny lepszy rozdział w moim życiu niż poprzedni.
Najwyższy czas zamknąć stary i zapomnieć o tym wszystkim.
Starać się nie dopuścić do powrotu napadów i braku kontroli nad jedzeniem.
Z upływem czasu nie rozumiem jak mogłam dopuścić, żeby tak było.

Teraz będzie odrobinę trudniej w diecie, ponieważ są dwie głodówki pod rząd.
Będzie to trochę ciężkie, ale to nie znaczy, że nie wykonalne zadanie.
Mimo trudu nie ma co się zniechęcać.
Trzeba walczyć dalej.





"Niebawem zrozumiesz, że to, co dziś wygląda jak poświecenie okaże się zamiast tego najwspanialszę inwestycją, jaką kiedykolwiek zrobisz..."


piątek, 5 września 2014

#13

 Dzień piąty.
0/0
Jazda na rowerze.









Wcale nie odczułam dzisiejszej głodówki.
Nawet widzę po tych kilku dniach już jakieś drobne zmiany.
To znaczy moje spodnie stały się trochę lużniejsze.
Co również bardzo mnie ucieszyło oraz motywuje do dalszego stosowanie tej diety.
Muszę przyznać, że na samym początku przed zaczęciem ta dieta bardzo mnie przerażała.
Teraz po pięciu dniach spodobała mi się, można powiedzieć, że nawet bardzo.
Mam nadzieje, że kolejnych 15 dni będzie wyglądało podobnie oraz będą zaliczone.
Jutro oczywiście uda mi się ukryć, że nie jem normalnie.
W niedziele będzie gorzej, gdyż rodzice są w domu.
Od poniedziałku znów nie będzie problemu dzięki szkole.










Czuje, że w końcu po tylu złych momentach i wydarzeniach w moim życiu w końcu coś zaczeło się powoli układać.
Z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej boje się, że za chwilę wszystko może się popsuć.
Boje się, ponieważ za szybko się przywiązuje do czegoś dobrego.
Boje się, że znów wszystko pęknie tak poprostu jak bańka mydlana.




"Może w życiu ciągle musi być pod górkę, żeby potem było z górki..."

czwartek, 4 września 2014

#12



Dzień czwarty.
Jabłko.
60/300
Jazda na rowerze.




Nie wiem czy to zasługa diety czy też może jego, ale zaczęłam się więcej uśmiechać.

Nawet moja mama to zauważyła oraz inne osoby.
W szkole i w domu w ogóle nie czuje głodu.
Co muszę przyznać bardzo mi się podoba.
Podoba mi sie to uczucie oraz to, że mam w końcu nad sobą upragnioną kontrol.
Dzisiaj wróciłam do domu póżniej, zjadłam jabłko i pojechałam na przejażdzkę rowerową.
 Psychicznie jestem trochę silniejsza niż we wakacje.
Za to fizycznie słabsza. 
Na szczęście jeszcze daje radę.
I muszę dotrzymać do końca diety, nie poddawając się.
Przecież nie mogę się poddać zjeść więcej niż mogę.
Nie chcę znów wrócić do tego co było.
Do napadów, jedzenia i znów poczucia winy.












Dziękuje wam bardzo za wsparcie. Co jest dla mnie ogromnie ważne.
Przepraszam, że dzisiaj taki krótki post, ale mam dziś dość zajęty dzień.


"Plan, motywacja i wytrwałość tylko dzięki temu możesz osiągnąć swój cel..."

środa, 3 września 2014

#11

Dzień trzeci.
6 śliwek
80/100
Jazda na rowerze.



Trzeci dzień diety uważam za zaliczony.
Niestety mój dzień nie zaczął się najlepiej.
Zlikwidowali mi autobus.
Pojechałam póżniejszym, spóżniłam się na lekcje.
Dostałam spóżnienie i jako pierwsza musiałam iść do tablicy na matematyce.
Na szczęście dobrze rozwiązałam zadania.
Nagrodą za ten dość pechowy poranek był jego uśmiech oraz spojrzenie.
Co ja w ogóle sobie myśle, że ktoś idealny chciałby pogadać z taką brzydką, grubą dziewczyną.
Czas chyba zejść na ziemie.
Nie chcę się kolejny raz rozczarować.
A co jeśli coś w środku mnie chce.
   








Po powrocie do domu dostałam wykład od mamy, że nic nie jem i że mnie przypilnuje z jedzeniem.
Udało mi się kolejny raz wymigać od zjedzenia obiadu.
Niestety musiałam ją okłamać, że jadłam w szkole bułkę. 
Co jest nie prawdą oczywiście.
Chyba uwierzyła bo do końca dnia miałam już spokój.
Żle się czułam okłamując bliską mi osobę, ale nie było innego wyjścia.
Nie mogę przecież przekroczyć limitu.
Póżniej mój dzień minął już dość spokojnie.
Jutro jak na złość mam dwa ostatnie WF-Y.

I będziemy biegać.

Mam nadzieje, że uda mi się osiągnąć jakiś przyzwoity czas.

Co może okazać się trudne.




Nie wiem co się ze mną dzieje od kilk


"Może faktycznie wcale nie powinnyśmy dążyć do spełnienia naszych marzeń.
Może to właśnie brak możliwości ich spełnienia sprawia, że są one tak wyjątkowe i niepowtarzalne.
Jednak to wcale nie znaczy, że nie powinniśmy marzyć.
Często to marzenia są jedynym powodem, by po raz kolejny otworzyć rano oczy.
"

wtorek, 2 września 2014

#10



Dzień drugi.
Dwa jabłka.
Miało być coś innego, ale nie miałam pomysłu na nic innego.
140/200
Plus jazda na rowerze.

Rano wstałam do szkoły bez jakiś większych problemów.
W szkole nie było aż tak żle.
Klasa jest dość fajna i już się prawie ze wszystkimi poznałam.
W szkole nie było jakoś czasu ani okazji by zjeść coś.
Po powrocie do domu po godzinie 16 zjadłam dwa jabłka.
A mogło być jedno, ale tak strasznie burczało mi w brzuchu i było to słyszalne.
Udało mi się nie jeść obiadu, który mama mi kazała.
Na szczęśćie.





Tak bardzo pragnę swojej zmiany w wyglądzie jak i w psychice.
Mimo kilku niezłych dni.
Uczucie jakiejś kontroli jest to niesamowite uczucie dla mnie. Tak rzadko zdarza mi się ją mieć.
Dzisiaj naszło mnie to "samo coś w środku mnie co zmusza mnie do jedzenia"
Muszę przyznać, że udało mi się nad tym zapanować i nie zmarnować diety. Nic nie jadłam chociaż byłam już bardzo blisko.
Popatrzyłam na swoją figurę i powiedziałam
NIE STOP MUSISZ W KOŃCU OSIĄGNĄĆ CEL I POZBYĆ SIĘ TEGO OKROPNEGO CIAŁA W JAKIM TKWISZ.
Czuje, że osiągnęłam jakiś mały sukces.
Nie mogę zawieść was i siebie .






"Życie jest jak wodospad ciągle spadasz w dół..."


poniedziałek, 1 września 2014

#09


Dzień pierwszy.
140/200

Dwa jabłka.



Pierwszy dzień zaliczam do udanych.
Zawsze mówiłam, że od poniedziałku zaczynam dietę.
I co zawsze było tak samo
Od jutra i od jutra.
I w sumie to "jutro" rzadko kiedy nad chodziło.
Ten okazałam się początkiem i mam nadzieje, że nie końcem.
Zaczęłam tą dietę i chciałabym ją skończyć.
Oby mi się udało.
Wiem jest dość trudna, ale kto powiedział, że coś w życiu jest łatwe.
Nawet dieta musi być dość trudna.
Obudziła się we mnie jakaś mała iskierka nadzieji.
Ze w końcu uda mi się osiągnąć swój cel.
Mam nadzieje, że tak szybko nie zgaśnie.









Dziś pierwszy dzień szkoły i nowej diety.
Rozpoczęcie nie było aż takie złe jak myślałam.
Jutro pierwszy dzień a w sumie drugi bo już będą się odbywać lekcje.
Nadal czuje jakąś niepewność.
Wychowawczyni wydaje się być fajna, a klasa chyba nie będzie najgorsza.
Będę miała różne praktyki i do tego jeszcze różne certyfikaty.
Jak na razie mi się podoba.
Mam nadzieje, że nic tego nie zepsuje.





"Kluczem wiolinowym otwierając drzwi do marzeń"